Artykuły

Euro 2012 – polski egzamin dojrzałości

Jerzy Ziaja

 

Brzmi to na paradox, ale sportowy aspekt występu Polaków ma Mistrzostwach Europy w piłce nożnej we własnym kraju jest najmniej ważny. Świat czy Europa będą patrzeć na Polskę przede

wszystkim z punktu widzenia organizacyjnego, społecznego, gospodarczego czy politycznego. Bo wyniki meczów mówią zawsze same za siebie – to nie ma znaczenia, gdzie się gra. Jeśli Hiszpania miała najlepszą drużynę w poprzednich latach, to na jej sukcesy nie miały wpływu ani stadiony ani kraj, gdzie odbywały się mistrzostwa. Obojętne czy grali w Południowej Afryce, Szwajcarii czy Austrii - wygrywali, bo byli po prostu najlepsi. Także dla samych piłkarzy nie ma też większego znaczenia, czy grają w Polsce, Niemczech czy Holandii. Oczywiście, że kibice i ich doping grają też pewną rolę, jednak wszędzie jest (prawie) ta sama murawa, bramki, sędziowie, no i jedenastu piłkarzy w każdej drużynie. Największą atrakcją tych mistrzostw jest więc nie sama piłka nożna, lecz gospodarze – Polska i Ukraina.

Raduj się Matko Polsko!

Sława Ratajczak

Majowa „Gala” rozdania nagród  Polonicus w Ratuszu w Akwizgranie, w dniu 5 maja tego roku cieszy Polonię i dowodzi żeśmy szacunku warci. Była to uroczystość niezapomniana, budząca wiele satysfakcji, a także refleksji.


Zorganizowana przez Konwent Kongresu Polonii w Niemczech dowiodła, że Polacy potrafią być w poglądach jednomyślni, wobec siebie serdeczni i życzliwi przy tym wspólnotą ideałów mocni. Statuetkami Polonicus, pomysłu szefa Konwentu Wiesława  Lewickiego i wykonanymi przez artystę rzeźbiarza Stanisława Szroborza uhonorowano: Jego Ekscelencję byłego ordynariusza diecezji opolskiej abp Alfonsa Nossola, wybitną aktorkę Krystyną Jandę, polonijną, niestrudzoną działaczkę z Londynu Helenę Miziniak i Angelikę Schwall Düren – minister do spraw federalnych i medialnych w rządzie kraju Nadrenii Westfalii.


Marszałkowi Senatu RP Bogdanowi Borusewiczowi  w uznaniu Jego zasług dla Polonii wręczono  prestiżowy medal Cordi Poloniae. Nie ulega wątpliwości, że nagrodzeni są dla nas wzorem cnót, które dla  emigrantów żyjących z dala od Ojczyzny mają wagę szczególną i swoiste znaczenie.     

Polonicus-Preis wird zum vierten Mal in Aachen verliehen

Presseamt Stadt Aachen
Im Krönungssaal des Aachener Rathauses werden am 5. Mai Bischof Alfons Nossol, Ministerin Angelica Schwall-Düren, Ehrenpräsidentin Helena Miziniak sowie die Schauspielerin Krystyna Janda mit dem Polonicus-Preis 2012 ausgezeichnet. Die Polonicus-Auszeichnung wird seit 2009 durch die Polonia, die im Ausland lebenden Polen, in Deutschland an Persönlichkeiten verliehen, die mit ihrem Wirken zur Entstehung und Pflege eines positiven Polenbildes und zur Verständigung zwischen Deutschen und Polen beigetragen haben. Das Kuratorium des Polonicus-Preises besteht aus Vertretern polnischer Organisationen, die der Europäischen Union der Polnischen Gemeinschaften angehören. Die Schirmherrschaft über die Veranstaltung hat der Marschall des Polnischen Senats Bogdan Borusewicz übernommen.

Der Polonicus-Preis wird in vier Kategorien verliehen. In diesem Jahr erhält ihn in der Kategorie des deutsch-polnischen Dialogs Dr. Angelica Schwall-Düren, Ministerin für Bundesangelegenheiten, Europa und Medien des Landes NRW und 10 Jahre lang Vorsitzende des Vereines Deutsch-Polnische Gesellschaft „in Anerkennung ihres Wirkens für die Annäherung der beiden Kulturen“ – so der Vorsitzender des Kuratoriums Wieslaw Lewicki. In der Kategorie Kultur erhält den Preis Krystyna Janda, international anerkannte polnische Schauspielerin, die bereits 2006 in Aachen die „Médaille Charlemagne pour des Médias Européens“ erhalten hat. In der Kategorie polnische Organisationen erhält den POLONICUS Helena Miziniak, Ehrenpräsidentin der Europäischen Union der Polnischen Gemeinschaften. Den Sonderpreis erhält Prof. Dr. Alfons Nossol, Erzbischof Senior der Diözese in Oppeln.

In Zusammenarbeit mit der Stadt Aachen und der Stiftung Internationaler Karlspreis zu Aachen etablierte sich der Polonicus-Preis im Vorfeld der Karlspreisverleihung. Oberbürgermeister Marcel Philipp wird den Festakt im Rathaus eröffnen.

In den vergangenen Jahren nahmen den Preis Persönlichkeiten wie Professor Jerzy Buzek, bis 2012 Präsident des Europäischen Parlaments, Professor Wladyslaw Bartoszewski, Staatsminister und unermüdlicher Verfechter der deutsch-polnischen Verständigung und Versöhnung sowie Cornelia Pieper, Staatsministerin im Auswärtigen Amt und Koordinatorin für die deutsch-polnische Zusammenarbeit. entgegen .

Die filigrane bronzene Doppelfigur des Polonicus stellt auf einer Seite einen in den Flug abhebenden beflügelten Mann dar und auf der anderen Seite eine Frau, die ihre Arme wie Flügel schützend um eine zerbrechliche Kostbarkeit hält. Die Figur wurde von dem seit vielen Jahren in Düsseldorf lebenden und wirkenden Künstler Stan Szroborz entworfen.

Für interessierte Bürger steht noch ein begrenztes Kartenkontingent zur Teilnahme zur Verfügung. Kartenreservierung sind unter der Telefonnummer 0241/4011537 oder der Mail-Adresse Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. möglich.

Presseamt Stadt Aachen

0241 / 432 1316 Evelin Wölk

   Pressemitteilung Info – Nr. 417/12

Sowa polonijna – najnowsze odkrycie polskojęzycznych naukowców zagranicą

Agata Lewandowski

Sowa zwykła (łac. strigiformes) – rząd ptaków z podgromady ptaków nowoczesnych neornithes. Obejmuje gatunki drapieżne, które przystosowały się do polowania nocą i o zmroku, choć niektóre gatunki powróciły do dziennego trybu życia. Zamieszkują cały świat, prowadząc zasadniczo osiadły tryb życia, lecz niektóre północne populacje koczują lub stały się wędrowne. Tyle według szanowanej przez internautów Wikipedii.  Niestety jej twórcy nie są do końca na bieżąco z najnowszymi odkryciami nauki, ponieważ ostatnio pojawił się na świecie nowy gatunek tego mądrego ptaka – Sowa Polonijna (łac. Sowus Poloniae). Pierwsze swoje gniazdo Sowa Polonijna uwiła siedem lat temu w redakcji „Jupitera” – pisma Klubu Inteligencji Polskiej w Wiedniu i Kongresu Polonii w Austrii. Jadwiga Hafner – wydawca i redaktor naczelny, postanowiła podzielić się tym wyjątkowym gatunkiem człowieko-ptaka z całym światem. Co roku w marcu obdarza nowonarodzonymi sówkami polonijnymi rodaków na całym świecie. I żeby było śmieszniej, to nie sowy się rozlatują, tylko Polacy z z różnych zakątków świata zlatują się do Wiednia, aby je tam odebrać. W zeszłym roku jedną z nielicznych, drogocennych sów polonijnych otrzymał Wiesław Lewicki – prezes Kongresu Polonii w Niemczech. Od tej pory za każdym razem podkreśla, że jest to „bardzo miła nagroda”.   Czym charakteryzuje się gatunek zwany Sową Polonijną ?   Sowa Polonijna jest mądra wyjątkowo, bo sama wybiera sobie przyszłych właścicieli. Jej posiadacz musi być przede wszystkim mądry polonijnie, tzn. robić swoje, nie dając się złamać bezustannym sporom stowarzyszeń polonijnych, jakie mają miejsce na całym świecie. Oczywiście musi mówić po polsku, bo dla Sowy Polonijnej to właśnie polski jest najpiękniejszym językiem. A do tego ma być człowiekiem wyjątkowym i bezwzględnie inteligentnym, który dokonał czegoś, o czym zarówno Polacy w Polsce, jak i zagranicą powinni wreszcie usłyszeć.                                                                             

 

Trzy myśli pap. Benedykta XVI na Wielki Post 2012r.

redakcja

1. «Troszczmy się» —  odpowiedzialność za brata

Patrz na drugiego człowieka, przede wszystkim jak na Jezusa, i troszczcie się o siebie nawzajem, by nie okazywać dystansu, obojętności wobec losu braci. Tymczasem często dominuje postawa przeciwna: obojętność, brak zainteresowania, które rodzą się z egoizmu, maskowanego przez pozorne poszanowanie «sfery prywatnej». Fakt, że jesteśmy braćmi w człowieczeństwie, a często także w wierze, winien nas skłaniać do dostrzegania w bliźnim prawdziwego alter ego, nieskończenie umiłowanego przez Pana. Sługa Boży Paweł VI twierdził, że współczesny świat cierpi przede wszystkim z powodu braku braterstwa: «Ludzkość jest ciężko chora. Przyczyną tej choroby jest nie tylko zmniejszenie się zasobów naturalnych i ich chciwe zgromadzenie przez niewielu, ile raczej rozkład braterskiej więzi zarówno między ludźmi, jak i między narodami»  Wydaje się, że współczesna kultura przestała rozróżniać dobro i zło, tymczasem trzeba z mocą podkreślać, że dobro istnieje i zwycięża, ponieważ Bóg «jest dobry i czyni dobro». Dobrem jest to, co rodzi, chroni i promuje życie, braterstwo i wspólnotę. Co nie pozwala humanitarnie i z miłością patrzeć na brata? Często bogactwo materialne i dostatek, a także stawianie na pierwszym miejscu własnych interesów i własnych spraw. Nigdy nie powinniśmy być niezdolni do «miłosierdzia» nad cierpiącym człowiekiem; nigdy nie mogą tak bardzo pochłaniać nas nasze sprawy i nasze problemy, że nasze serce stanie się głuche na wołanie ubogiego.

Człowiek śpi, oddycha, serce pracuje

Agata Lewandowski
prof. Jan ZierskiCzłowiek śpi, oddycha, serce pracuje  - spotkanie z profesorem Janem Zierskim – neurochirurgiem  urodzonym we Lwowie, wykształconym w Polsce, mieszkającym w Niemczech.
Spotykamy się w kawiarni na Oliverplatz w Berlinie, tuż przy praktyce lekarskiej, w której profesor Jan Zierski udziela  konsultacji.  Jest już na emeryturze i ograniczył znacznie czysto manualne czynnosci chirurgiczne. Powiada, że ma teraz wiecej czasu ale jest też bardziej zajęty. Kawiarnia jest samoobsługowa, więc profesor proponuje, że jako mężczyzna - sam stanie w kolejce. Jestem ciekawa,  co profesor zamówi. Wraca z olbrzymimi dwoma kubkami, pełnymi gęstej ciemnej czekolady, przykrytej  grubo bitą śmietaną. Wspomina z uśmiechem, jak miał 20 lat i pierwszy raz pił czekoladę z bitą śmietaną w czasie podroży służbowej ze swoim szefem w Zakopanem…
- Panie Profesorze, czy trzeba sobie w życiu dogadzać ?
Jan Zierski: No może nie dogadzać, ale nie należy się umartwiać.
- Twierdzi to Pan z doświadczenia ilu-letniej praktyki lekarskiej ?
Żeby to policzyć,  trzeba maszynę do liczenia, w 63 roku dostałem dyplom, to znaczy, że już jako lekarz 48 lat praktykuję.
- Nie wygląda Pan  na swój wiek…
Oczywiście, wyglądam na swój wiek, jeżeli biorę centymetr i zmierzę się w pasie, albo jeżeli Pani weźmie lustro, a ja pochylę głowę – to Pani to wyraźnie zobaczy. Ja, niestety, nie uprawiam sportów. Kiedyś  grałem w tenisa, ale od kiedy mój nauczyciel umarł,  chociaż był zupełnie zdrowy – to przestałem. Moim zdaniem, w pierwszym rzędzie to geny decydują o długowieczności. Rzecz jasna, należy się ruszać. Moi rodzice oboje dożyli prawie do 90 -tki i byli bez zbytnich wysiłków w dobrej formie.  Liczy się, żeby być młodym w głowie. Uważa się, że umysłowa aktywność zapobiega demencji, chociaż nie do końca, bo jak się weźmie pod uwagę choćby profesora  Waltera Jensa, prezesa PEN CLUBu – eseistę, retoryka, intelektualistę pierwszej wody, a jednak  dotkniętego  Alzheimerem.  I to jest dziwne, ale lepiej być aktywnym niż nie.

"Nic dwa razy się nie zdarza" - żegnamy Wisławę Szymborską

Wiesiek Lewicki

Wczoraj wieczorem w wieku 88 lat zmarła Wisława Szymborska – jedna z najbardziej cenionych poetek, laureatka literackiej Nagrody Nobla z 1996 roku. Słowa żalu oraz wspomnienia płyną od polityków, znawców literatury, przyjaciół noblistki oraz zwykłych ludzi z Polski i zza granicy.

- Zgasło wielkie światło polskiej poezji - mówił Stefan Chwin.

- Umarła spokojnie, we śnie – powiedział sekretarz noblistki Michał Rusinek.

 

Premier Donald Tusk wspominając Szymborską stwierdził, że była ona „uważnym świadkiem naszych codziennych zmagań w XX wieku„. - Umiała o nich mówić takim językiem, który – jeśli chciało się słuchać – otwierał nas ku sobie, z prostego powodu, bo sięgał do naszych najgłębszych ludzkich uczuć – stwierdził.

- „Nic dwa razy się nie zdarza„, a skoro tak, to każda chwila i każda myśl są wyjątkowe, bo już nigdy się nie powtórzą. Jej wiersze miały charakter listu – tak to odbierałem – po który każdy może sięgnąć i odnaleźć własne myśli – mówił Tusk podkreślając, że noblistka nigdy „nie czekała na honory”.

Emigranci od zera do milionera

Piotr Włoczyk
Hotele, firmy handlowe, gastronomia – Polacy z sukcesem prowadzą za granicą biznesy

– Zaczynałam od obierania ziemniaków – wspomina Ewa Chilińska-Baftija, rodowita krakuska, od 1989 r. mieszkająca w Austrii. – Wszystkie dyplomy mogliśmy sobie powiesić na ścianie. Mój mąż, choć jest historykiem, pracował w tartaku.

Pani Ewa przyjechała do obcego kraju z rodziną i bez pieniędzy. – Z pierwszą pensją poszłam do sklepu i zamiast mleka kupiłam kwaśne mleko. Wtedy postanowiłam, że nie będę ciemniakiem i nauczę się niemieckiego – opowiada. – Zrobiłam też w Austrii prawo jazdy. I to bez tłumacza. Nie było dla mnie rzeczy niemożliwych.

Dziś prowadzi dwa hotele w Ramingstein w regionie salzburskim. Jak z pomocy kuchennej awansowała na bizneswoman? Do zakupu pierwszego obiektu zachęcił ją brat. – Powiedział: „Jest taki stary hotel, kup go, bo ty masz chyba dobrą rękę do biznesu" – wspomina rozmówczyni „Rz".

Wzięła kredyt, zrobiła remont. Potem przez lata budowała markę hotelu Gasthof Durigon i zabiegała o klientów. Biznes zaczął się kręcić. Za sukcesem pierwszego hotelu przyszedł pomysł na zakup drugiego.

Polkę docenili hotelarze z Ramingstein. W zeszłym roku wybrali ją na prezesa izby turystycznej. Promuje gminę za granicą, we wrześniu na targach turystycznych zachęcała Polaków, by na wypoczynek wybrali się właśnie tam. – Od kiedy została prezesem, przyjeżdża do nas coraz więcej gości. Jej pracę i ja, i hotelarze oceniamy wzorowo – podkreśla Franz Winkler, burmistrz Ramingstein. Zaznacza, że dzięki Chilińskiej-Baftii turyści przyjeżdżają nawet latem. Wielu z nich to Polacy. W ściąganiu ich do Austrii pomaga założone przez Chilińską-Baftiję biuro podróży w Krakowie.

Bigos i ciemne okulary. O stereotypach polskich i niemieckich

Krystyna Koziewicz

Każde społeczeństwo ma wspólny kod kulturowy. Zarówno Polaków jak i Niemców łączy język, tradycja, historia i zwykła ludzka mentalność.
W zasadzie można powiedzieć, że o Niemcach wiemy bardzo wiele, choć moim zdaniem wciąż za mało ich znamy. Podobnie jest z nami. Zresztą, oni patrzą na nas, na nasz kraj innymi oczyma.
Od 22 lat mieszkam w Berlinie, aktywnie działam w środowisku polonijnym, uczestniczę w spotkaniach kulturalnych, politycznych, biznesowych, turystycznych. Ale mieszkam też wśród Niemców, zaprzyjaźniona jestem z Niemcem, pracowałam w niemieckiej firmie.

Początki  życia w obcym mi otoczeniu  nie spowodowały zmian w moim zachowaniu. Byłam sobą, zachowywałam się normalnie, bez cienia kompleksu: mówiłam po polsku, nosiłam dżinsowe ciuchy – szczyt elegancji na owe czasy. Dziwiła mnie tylko reakcja Niemców na mowę polską, w ich oczach widziałam naboje gotowe do strzelania. Któregoś razu usłyszałam w metrze od ‘gotującego się ze złości” starszego pana, że „hier spricht man Deutsch”. Podobna sytuacja spotkała mnie, kiedy z wnuczkami w autobusie gawędziliśmy po polsku, co doprowadziło starsze małżeństwo do furii bo strasznie zgrzytali zębami. Obserwując ich złość mieliśmy świetny ubaw. Jeśli kiedykolwiek spotkałam się z demonstracją wrogości wobec Polaków to przeważnie byli to ludzie starszej generacji.  W pracy senackiej, gdzie do czynienia miałam z politykami i urzędnikami państwowymi nigdy nie dawano mi odczuć, że jestem kimś gorszym,  nawet w sytuacji, kiedy kaleczyłam niemiecki.  Tylko jeden Niemiec nabijał się ze mnie, szydził i głośno ironizował, ale udawało mu się do momentu, kiedy oznajmiłam wszem i wobec, iż od następnego dnia musi sobie przynosić kanapki i kawę w termosie. „Mądralińskiego” czekała z mojej strony jeszcze jedna niespodzianka, a mianowicie wobec jego kolegów - podwładnych poinformowałam, że zrobię mu na policji Anzeige za mobing i wrogość do obcokrajowców. Ów urzędnik był do tego stopnia zaskoczony, że nagle stracił głos, a oczy zaszły chyba bielmem. Widać było najwyraźniej, że mój strzał był celny!  Zresztą to jest w moim stylu, zawsze czekam na właściwy moment, kiedy we mnie ulewa się złość. Także w tym przypadku nie było inaczej, człowiek - Niemiec szydził i jako Polka czułam się z tym fatalnie. Co się później okazało, nie byłam w ogóle świadoma, że moja groźba mogła zakończyć jego karierę jako urzędnika państwowego.  Facet oprzytomniał, na drugi dzień przyszedł z przeprosinami i od tej pory byłam ostentacyjnie faworyzowana, aż mnie to wkurzało. To jeden z przykładów, kiedy doznałam od Niemca przykrości. Więcej nie było!