Po co i komu impreza polonijna?

Na to pytanie można odpowiedzieć, kiedy odpowie się najpierw na pytania: Co znaczy Polonia dzisiaj i czy potrzebne są stowarzyszenia polonijne?

Polonia?

Pod pojęciem Polonia w wikipedii  znajduje się  krótkie wyjaśnienie – diaspora polska, potocznie Polonia (z łac. Polonia – Polska). Jest to termin określający Polaków, mieszkających poza granicami Polski. Ale czy wszyscy Polacy, mieszkający poza granicami kraju, czują się Polonią i identyfikują się z nią?            Dlaczego część od niej się wręcz odżegnuje?
Niestety, pojęcie Polonia na przestrzeni ostatnich lat bardzo zdewaluowało się. Często kojarzone jest z konserwatywnymi, zwaśnionymi między sobą organizacjami kanapowymi. Młode generacje Polaków zagranicą dystansują się w stosunku do tego typu zakurzonych stowarzyszeń, a Polacy w kraju patrzą na nie jak na relikty dawnej epoki. Kiedyś, gdy Polska i jej mieszkańcy byli w tzw. dziejowej potrzebie, doceniano pomoc rodaków z zagranicy. A teraz w polskich kabaretonach pokazywane są skecze, jak to Polacy z kraju wysyłają paczki żywnościowe „ziomalom zagranicą”.

Polonia  lustrem Polski

Polonia na całym świecie jest odbiciem lustrzanym Polski. Łącznie z reprezentacjami poszczególnych ugrupowań partyjnych, przełożonymi na stowarzyszenia polonijne, z wiecznymi walkami para-politycznymi, łącznie z polską mentalnością, która w gruncie rzeczy nie lubi się zrzeszać. Patrząc na walki organizacji polonijnych, ma się czasem wrażenie, że każdy Polak czuje się reprezentantem swojej społeczności lokalnej zagranicą. Niestety, wielu z nich wpada na pomysł wylansowania się w Polsce i w polskich mediach, jako reprezentanci np. Polonii berlińskiej czy niemieckiej. Brak rzetelności dziennikarskiej tych mediów powoduje, że dużo tego typu samozwańczych przewodników duchowych Polonii próbowało i próbuje się pozostać „na czele”.
Na czele czego? Kto zadaje sobie pytanie, ilu faktycznie Polaków zagranicą takich ludzi popiera i do czego oni dążą? Obserwując prezesów polonijnych, warto zorientować się przede wszystkim, czy dzielili oni swoje środowiska czy jednoczyli, co faktycznie do tej pory zrobili dla swoich społeczności i jakie konkretnie mają plany na przyszłość, aby wspierać Polaków zagranicą z ich regionu.

Polonijne ugrupowania

Starsze generacje emigracji wyjazdowej nie do końca poznały język drugiej ojczyzny, przez co nie mogą się wzbogacić o kulturę kraju, w którym mieszkają. Czasem całkowicie podświadomie, z tęsknoty za krajem lat dziecinnych, tworzą pewnego rodzaju getta kulturalne. W pozornej obronie swojej polskości wpychają również do tego getta swoich wnuków.
Tak dzieje się za wschodnią granicą Polski, gdzie autochtoni boją się wynarodowienia. Częściowo mają rację, bo Polska ich symbolicznie zostawiła po zmianie granic, a nie oni zostawili Polskę. Radykalne dążenia narodowościowe na Zachodzie, z tworzeniem partii narodowych, są przy aktualnym stanie demokracji zbędne, ponieważ każdy ma prawo wrócić do swojego kraju, aby tam czuć się u siebie.
Patrząc z punktu widzenia socjologicznego, kiedy decydujemy się na emigrację wyjazdową, zawsze będziemy czuć się przynajmniej trochę jak obcy – i albo tę wielokulturowość potraktujemy jako wzbogacenie naszego życia, albo będziemy nad nią cierpieć. Młodsze generacje Polaków zagranicą często na zasadzie przeciwności starają się wtopić w społeczeństwo kraju, w którym żyją. Psychologicznie odcięcie od korzeni i brak akceptacji dzieciństwa lub domu rodzinnego, a co za tym idzie – kraju pochodzenia, grożą w wieku dojrzałym niestabilnością emocjonalną i uzależnieniami. Pozostaje jeszcze trzecia grupa  Polaków, którzy dumni są ze swoich korzeni, ale też otwarci na kulturę nowej ojczyzny. Każda z tych grup ma inne potrzeby kontaktu z polskością. Konserwatywni Polonusi skupiają się wokół Domów Polskich i tam najczęściej  się identyfikują poprzez imprezy folklorystyczno-rocznicowe.  Kontestatorzy polonijności stają się często „300-procentowymi” obywatelami kraju obcego i narzekają na wszystko co polskie, nie uczestniczą w życiu polonijnym i z roku na rok zapominają coraz więcej polskich słów.
Trzecia grupa Polaków, mieszkających zagranicą  na co dzień, jest intensywnie zajęta w swoich zagranicznych pracach i tworzy często mieszane rodziny, ale z sympatią przychodzi na imprezy, związane z Polską.
Żeby takie imprezy odbywały się, ktoś je musi organizować, komuś musi się chcieć społecznie działać. I tu powstaje pytanie: komu się chce i dlaczego? Jakiego rodzaju przedsięwzięcia mogą być organizowane społecznie i jaki dadzą one efekt?
W dobie decentralizacji kultury w państwach europejskich i przenoszenia zadań jej realizacji z podmiotów państwowych na instytucje społeczne czyli stowarzyszenia, naturalnym jest dofinansowywanie tej działalności i opłacanie tzw. menadżerów kultury. Podświadomie od działaczy polonijnych, którzy od lat byli bardziej lub mniej sprawnymi menadżerami kultury, wymaga się dalej działalności charytatywnej. W Europie powstał zawód menadżera kultury – uprawiają go ludzie wykształceni, mający doświadczenie, know how i dogłębną znajomość grup docelowych. Tymczasem wielu działaczy polonijnych, niemających żadnych podstaw zawodowych lub empirycznych, jest przekonanych, że ich przestarzałe metody działania będą nadal efektywne w nowej Europie. Jednym słowem, są przekonani, że każdy tylko z racji, że jest Polakiem zagranicą, powinien dostać dofinasowanie na swoją całkowicie nieprofesjonalną działalność.


Instytutu Kultury Polskiej za granicą

Instytuty Kultury Polskiej, jako jednostki podlegle Ministerstwu Spraw Zagranicznych, mają za swój podstawowy cel promocję kultury polskiej za granicą. Kultura tzw. polonijna ich nie interesuje z założenia. Często uważana jest ona za gorszą od stricte polskiej. Dzieje się tak w wielu wypadkach dlatego, ponieważ artyści tzw. polonijni mają ograniczony krąg odbiorców do lokalnej grupy Polaków. Istnieje wielu artystów polonijnych, których poziom artystyczny jest taki, że mogą zaistnieć jedynie w swojej społeczności. Jest też inna grupa artystów polonijnych, których poziom twórczości jest wysoki, ale brak środków finansowych na ich promocję, ażeby pozyskali szersze kręgi publiczności, powoduje, iż pozostają „artystami lokalnymi”.
Tymczasem wielu polskich artystów, którzy wyjechali zagranicę. dystansuje się do środowisk polonijnych, podkreślając przy tym swoje polskie pochodzenie. Takim twórcą był Czesław Miłosz, który często – jak i mu podobni Polacy za granicą – był ostro krytykowany przez kręgi polonijne.
Polonia bez PR

Podsumowując rozważania na temat kultury polonijnej, warto przede wszystkim zdać sobie sprawę, że istnieją co najmniej dwie grupy jej odbiorców, dla których pojawia się potrzeba kontaktu z polskością w kraju swojego zamieszkania. Jedna grupa to goście Domów Polskich, a druga – Polacy zagranicą, nastawieni na sztukę bardziej nowoczesną i otwartą na dialog wielokulturowy. Z reguły imprezy organizowane dla liberalnej części Polonii są w dużej mierze podobne jakościowo do imprez, organizowanych przez Instytuty Kultury Polskiej. Niestety, nowoczesne imprezy polonijne nie mają szans osiągnięcia większej publiczności, ponieważ ich stowarzyszenia nie otrzymują dotacji na profesjonalny PR swojej działalności.
Przykładem takiego eventu może być cykl imprez „Polonia Viva”, który odbył się w Berlinie od 9 września do 9 października tego roku z okazji  20-lecia podpisania polsko-niemieckiego traktatu oraz objęcia polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Celem projektu było pokazanie dorobku i stałej obecność kulturalnej Polonii z całych Niemiec oraz promocja polskiej sztuki polskiej. Miejscem festiwalu „Polonia Viva 2011”, w nawiązaniu do tradycji polskiej w Niemczech, był teren przedwojennej Ambasady RP, przy ulicy Kurfürstenstraße 137, w samym centrum Berlina.
Niestety, od czasów wojny teren ten, należący do państwa polskiego, nie był użytkowany ze względu na bliskość dzielnicy kryminogennej. Otaczał go wysoki płot, za który berlińczycy wyrzucali śmieci. W ramach przygotowania  do festiwalu „Polonia Viva” uporządkowano teren, wycięto krzewy, zniwelowano podłoże i został on otoczony nowym ażurowym ogrodzeniem, wzdłuż którego zainstalowano bilbordy.  Scenę umieszczono w specjalnie zbudowanej nowoczesnej konstrukcji w kształcie kuli. W trakcie festiwalu berlińczycy podchodzili i gratulowali organizatorom, że udało się wreszcie zmienić charakter tego miejsca.
Przez pięć kolejnych weekendów wrześniowych przedstawiono berlińskiej publiczności program wysoki jakościowo i różnorodny tematycznie.  Organizatorzy – Kongres Polonii Polskiej w Niemczech i Polska Rada w Niemczech, w ramach projektu zaprosili do współorganizacji wszystkie stowarzyszenia kulturalne z całych Niemiec, aby te mogły przedstawić swoje projekty. Nie tylko polscy berlińczycy mieli okazje zobaczyć koncert poetycki „Katyńskie sosny”, wieczór piosenek Jacka Kaczmarskiego, przedstawienia zrealizowane na podstawie poezji trzech wielkich  pisarzy – Miłosza, Herberta i Różewicza oraz posłuchać profesjonalnie jazzującego trio TRB, złożonego z artystów polskiego pochodzenia i mieszkających w Nadrenii. Czego brakowało imprezie? Tego, przez co do tej pory jeszcze wiele polskich firm upadło, brakowało tzw. działań Public Relation czyli odpowiedniego wypromowania imprezy. W dobie nowoczesnego marketingu żaden produkt, nawet jeśli jest on obiektywnie dobry, nie osiągnie sukcesu bez kampanii promocyjnej, związanej z nakładami czasowymi i zatrudnieniem fachowców, a co za tym idzie – z dodatkowymi finansami. A takich kosztów z reguły instytucje finansujące projekty „polonijne” nie refundują. Dopóki to się nie zmieni, kultura w cudzysłowie „polonijna” z wyższej półki nie będzie miała szans osiągnąć szerszych kręgów publiczności i zostać dostrzeżona w kontaktach międzynarodowych.                                           
Może dlatego wielu znawców literatury twierdzi z przymrużeniem oka, że Mickiewicz jako „polonijny” emigrant przy aktualnej konkurencji na rynku kultury nie zostałby w ogóle dostrzeżony.                                                                                                                           

Agata Lewandowski