Uncategorised

Po co i komu impreza polonijna?

Na to pytanie można odpowiedzieć, kiedy odpowie się najpierw na pytania: Co znaczy Polonia dzisiaj i czy potrzebne są stowarzyszenia polonijne?

Polonia?

Pod pojęciem Polonia w wikipedii  znajduje się  krótkie wyjaśnienie – diaspora polska, potocznie Polonia (z łac. Polonia – Polska). Jest to termin określający Polaków, mieszkających poza granicami Polski. Ale czy wszyscy Polacy, mieszkający poza granicami kraju, czują się Polonią i identyfikują się z nią?            Dlaczego część od niej się wręcz odżegnuje?
Niestety, pojęcie Polonia na przestrzeni ostatnich lat bardzo zdewaluowało się. Często kojarzone jest z konserwatywnymi, zwaśnionymi między sobą organizacjami kanapowymi. Młode generacje Polaków zagranicą dystansują się w stosunku do tego typu zakurzonych stowarzyszeń, a Polacy w kraju patrzą na nie jak na relikty dawnej epoki. Kiedyś, gdy Polska i jej mieszkańcy byli w tzw. dziejowej potrzebie, doceniano pomoc rodaków z zagranicy. A teraz w polskich kabaretonach pokazywane są skecze, jak to Polacy z kraju wysyłają paczki żywnościowe „ziomalom zagranicą”.

Adwent

Adwent jest początkiem kościelnego roku liturgicznego i rozpoczyna się cztery niedziele przed dniem Bożego Narodzenia. Dla chrześcijan jest to okres oczekiwania na przyjście Pana Jezusa.

Jest to czas skupienia, ofiary, modlitw i nabożeństw. W oczekiwaniu na święta pleciono wieńce z gałązek iglastych, jak na przykład jodełki, świerku lub sosenki. Wieńce te były symbolem przetrwania ciemnych i długich zimowych dni. W środku wieńca umieszczano cztery świeczki: trzy fioletowe i jedną różową. W pierwszą niedzielę Adwentu zapalano jedną świeczkę, w następną niedzielę zapalano już dwie, aż w ostatnim tygodniu paliły się wszystkie cztery.

Wzmagające światło symbolizowało nadchodzące Święta Narodzenia Jezusa, Światlości Świata. Niektóre regiony w Polsce różniły się co do kolorów świeczek. Czasem w wieniec wkładano białą lub złotą świeczkę ogłaszającą nadchodzącego Chrystusa, który Jest światłem Świata. Na Podlasiu, początek Adwentu ogłaszano głośnym trąbieniem na ligawach - tzw. otrąbienie Adwentu.

Miały więc zamilknąć instrumenty muzyczne i ustać zabawy i tańce. Istniało przekonanie, że do połowy listopada powinny być zakończone wszystkie ważne prace polowe i niektóre gospodarskie, związane z ziemią, której aż do wiosny nie wolno dotykać i niepokoić . Na Pomorzu uważano adwent za początek obchodów świątecznych i kolędniczych. Po domach chodzili chłopcy z szopką, śpiewając kolędy na znak,że Narodzenie Pańskie jest już blisko.

Źródło: http://zhppgk.org

Szlachectwo zobowiązuje o Helmucie Jamesie hrabi von Moltke z Krzyżowej

O Krzyżowej w województwie dolnośląskim, w powiecie świdnickim głośno zrobiło się jesienią1989 roku po słynnej Mszy Pojednania. Wówczas to premier Tadeusz Mazowiecki i kanclerz Helmut Kohl przekazali sobie znak pokoju, znak pokojowego pojednania w imieniu dwóch narodów. Fakt ten otworzył nowy rozdział w stosunkach polsko – niemieckich.  Ogłoszono  wspólne oświadczenia, postulaty i propozycje, a w ich następstwie już po zjednoczeniu Niemiec, w listopadzie 1990 nastąpiło podpisanie umowy bilateralnej  ( traktat 2+4 ) między Rzeczpospollitą Polską i Republiką Federalną dotyczącej uznania granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.
Piękny neogotycki zespół pałacowy w Krzyżowej przywołuje i inne wspomnienia;  wydarzenia nieco odległe, dotyczących czasów II wojny światowej, kiedy był on miejscem tajnych spotkań niemieckiej antyfaszystowskiej grupy „ Kręgu z Krzyżowej” założonej przez hrabiego Helmutha Jamesa von Moltke. Doprawdy świetlana to postać i warta przybliżenia. To jeden z tych, którzy uratowali honor Niemców  w mrocznych czasach nazizmu.  Urodził się11 marca 1907 właśnie w  Krzyżowej,  (Kreisau bei Schweidnitz) w znanej arystokratycznej rodzinie hrabiów von Moltke. Feldmarszałek Helmut Karl Bernhard von Moltke był jego stryjecznym dziadkiem. Nic dziwnego, że dwa jego imiona nawiązywały do rodzinnych, chlubnych tradycji. Ojciec nosił również imię Helmuth, zaś matka Dorothy lady von Moltke była córką Jamesa Rose Innes - sędziego Sądu Najwyższego Unii Południowej Afryki. Tak więc oprócz pruskich zwyczajów dominował w pałacu angielski styl i szyk. 

Dzięki komu czujesz się Polakiem?

Kochany dziadku,

Piszę do Ciebie ponieważ mam odpowiedzieć na pytanie „Dzięki komu czuję się Polakiem”?  A Ty dziadku brałeś w tym duży udział.  Jak wiesz moi rodzice wychowują nas w polskim duchu, polskiej tradycji, wartości, kulturze i języku.  Polski jest naszym językiem codziennym.  Ty dziadku, chociaż zostałeś wywieziomy z Polski w czasie drugiej wojny światowej jako robotnik przymusowy zawsze byłeś Polakiem.  Pamiętam jak mnie uczyłeś kim ja jestem a ja odpowiadałem, że „Polak mały”, oczywiście w tamtym czasie wypowiedzieć „orzeł biały” było nie do wykonania.  Nigdy się  nie dowiedziałeś, że dziś ten wiersz mówię bez zająknieńcia.  Pamiętam, jak opowiadałeś mi jak wojna się skończyła i wracaliście do Polski, było was wielu.  Mówiłeś, że jechaliście, szliście żeby jak najszybciej dojść do Polski.  Niestety po drodze natrafiliście na armię czerwoną. 

Okradli was z wszystkiego, nawet z butów, które sobie sami zrobiliście i nie pozwolili wam iść dalej.  Wiesz, jak mi to wtedy opowiadałeś było to dla mnie bajką.  Nawet nie pamiętam co wtedy myślałem, ale kochałem Ciebie słuchać.  Pamiętasz jak chodziliśmy we Frankfurcie po cmentarzach i byliśmy na grobach Twoich kolegów, którzy tak jak ty zostali wywiezieni z Polski w czasie wojny?  Wtedy opowiadałeś mi, że wiekszość z nich nie miała polskiego poszportu, bo wyjechali jako chłopcy lub nie umieli udowodnić władzom komunistycznym, że są Polakami.  Mowiłeś, że modliliście się żeby umrzeć jako Polak z polskim paszportem w kieszeni, a ja się wtedy bardzo śmiałem.  Bo wiesz ja wtedy modliłem się żeby dostać nowy komputer, nową grę, nie mogłem sobie wyobrazić jak można się modlić o coś takiego. 

Reportaż ze Światowego Forum Mediów Polonijnych (napisany pół roku później)

Forumowy ex -press
Cudze chwalicie, swego nie znacie - mówi staropolskie przysłowie. Trąci nieco banałem i to już na samym początku, ale nie bez kozery zacytowałam tu rodaka, zamieszkałego od 22 lat poza granicami kraju. Mamy wspaniałe karty historii, o niezwykle dramatycznym zabarwieniu. W oczach świata Polska to nadludzki heroizm, cierpienia, ofiary, wojny, zabory, powstania. Z rzadka tylko, my Polacy, chlubimy się naszymi osiągnięciami, wielkimi ludźmi, czy tak jak pod koniec ubiegłego stulecia - Solidarnością. Dzięki temu jesteśmy postrzegani jako kraj, gdzie narodziła się wolność, gdzie zaczął się proces narodowo-wyzwoleńczy, który ogarnął całą niemal Europę Wschodnią. We współczesnych dziejach Polski nie ma już dramatycznych wydarzeń i choć pamiętamy o strasznej katastrofie w Smoleńsku, żyjemy jednak w lepszych czasach i to należy pokazać dzisiaj światu. Trzeba zostawić przeszłość historykom, wszak już tyle o niej napisano, są muzea, pomniki, książki filmy... Nadszedł najwyższy czas, aby pisać o tym, czego dzisiaj dokonali Polacy, co mają światu do zaoferowania. A mamy…mamy, wystarczy pojechać do Polski, zmiany są widoczne gołym okiem. Niestety, w Polsce, jak na złość, nadal patrzy się z zachwytem i uwielbieniem na obce kultury. My natomiast, Polonusi, widzimy nasz kraj zupełnie innymi oczyma. W Polsce rzadko mówi się o osiągnięciach, natomiast POLONIA dostrzega, jak dynamicznie zmienia się Ojczyzna, jak tętni życie w miejscach związanych z kulturą, jak ciekawa jest rozrywka. Aż się w głowie nie mieści, ile powstało miejsc, gdzie można celebrować narodową kulturę i sztukę, zarówno tę najstarszą, jak i najmłodszą.
Toteż nie dziwota, że dziennikarska brać z coraz to większą ochotą przyjeżdża na Forum Mediów Polonijnych. Chcemy uczestniczyć „piórem” w procesie transformacji ustrojowej, ekonomicznej, kulturalnej. Potrzebujemy kontaktu z Ojczyzną, dlatego z utęsknieniem wyczekujemy kolejnej edycji Forum Mediów Polonijnych, rozbudzającej dziennikarską ciekawość. Tak się związałam z Forum, że nie wyobrażam sobie, bym mogła opuścić ten niezwykły rodzinny zlot.
Fama niesie, że Forum skupia ludzi wyjątkowych (ba, w końcu elity intelektualne), z poczuciem humoru, spragnionych polskiego ducha, klimatu, atmosfery. Ci, co przyjeżdżają, chcą poczuć zapach naszej ziemi, bo żyjąc na emigracji ciągle szuka się pretekstu, ażeby odwiedzać rodzinne strony. Moich tęsknot nie potrafi zrozumieć ciotka, znajoma, kumpelki, bo przecież na zachodzie mam rzekomo Eldorado i czegoż może mi  brakować do pełni szczęścia? Żadne argumenty nie przekonają, że człowiekowi na obczyźnie brak jest właśnie tego„czegoś”. Toteż jedną z możliwości nacieszenia się polskością jest moja, nasza obecność na Światowym Forum Mediów Polonijnym. Na szczęście do Polski mam blisko i nie muszę tak jak inni pokonywać Oceanów, ciułać pieniędzy na kosztowną podróż. Z Berlina do Tarnowa, żadna wyprawa, ot, „żabi skok”, choć jak się na trzeźwo przekalkuluje, podróż trwa tak samo długo, jak ta samolotem z Nowego Jorku.