Człowiek śpi, oddycha, serce pracuje

Agata Lewandowski
prof. Jan ZierskiCzłowiek śpi, oddycha, serce pracuje  - spotkanie z profesorem Janem Zierskim – neurochirurgiem  urodzonym we Lwowie, wykształconym w Polsce, mieszkającym w Niemczech.
Spotykamy się w kawiarni na Oliverplatz w Berlinie, tuż przy praktyce lekarskiej, w której profesor Jan Zierski udziela  konsultacji.  Jest już na emeryturze i ograniczył znacznie czysto manualne czynnosci chirurgiczne. Powiada, że ma teraz wiecej czasu ale jest też bardziej zajęty. Kawiarnia jest samoobsługowa, więc profesor proponuje, że jako mężczyzna - sam stanie w kolejce. Jestem ciekawa,  co profesor zamówi. Wraca z olbrzymimi dwoma kubkami, pełnymi gęstej ciemnej czekolady, przykrytej  grubo bitą śmietaną. Wspomina z uśmiechem, jak miał 20 lat i pierwszy raz pił czekoladę z bitą śmietaną w czasie podroży służbowej ze swoim szefem w Zakopanem…
- Panie Profesorze, czy trzeba sobie w życiu dogadzać ?
Jan Zierski: No może nie dogadzać, ale nie należy się umartwiać.
- Twierdzi to Pan z doświadczenia ilu-letniej praktyki lekarskiej ?
Żeby to policzyć,  trzeba maszynę do liczenia, w 63 roku dostałem dyplom, to znaczy, że już jako lekarz 48 lat praktykuję.
- Nie wygląda Pan  na swój wiek…
Oczywiście, wyglądam na swój wiek, jeżeli biorę centymetr i zmierzę się w pasie, albo jeżeli Pani weźmie lustro, a ja pochylę głowę – to Pani to wyraźnie zobaczy. Ja, niestety, nie uprawiam sportów. Kiedyś  grałem w tenisa, ale od kiedy mój nauczyciel umarł,  chociaż był zupełnie zdrowy – to przestałem. Moim zdaniem, w pierwszym rzędzie to geny decydują o długowieczności. Rzecz jasna, należy się ruszać. Moi rodzice oboje dożyli prawie do 90 -tki i byli bez zbytnich wysiłków w dobrej formie.  Liczy się, żeby być młodym w głowie. Uważa się, że umysłowa aktywność zapobiega demencji, chociaż nie do końca, bo jak się weźmie pod uwagę choćby profesora  Waltera Jensa, prezesa PEN CLUBu – eseistę, retoryka, intelektualistę pierwszej wody, a jednak  dotkniętego  Alzheimerem.  I to jest dziwne, ale lepiej być aktywnym niż nie.
- Co jest najważniejsze Panie Profesorze ?
Nie dać się złapać dziennikarkom na takie pytanie. Czasami podczytuję przed snem czasopisma kobiece mojej żony. Tam szczególnie aktorzy lubią opowiadać o swoim życiu, wkładają to w filozoficzną ramkę i dodają przemyślenia na temat tego, co warto „przeżyć w życiu”. A w zasadzie sprowadza się to do bardzo prostych banalnych spraw. Trzeba być zadowolonym ze swojego życia i ze swojej rodziny. Mnie się wydaje, że rodzina to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu, szczególnie jeśli dochodzi się pewnego wieku. Niektórzy kompensują sobie to przez przyjaciół, czyli rodzinę zastępczą. Ale najważniejszą jest możliwość bycia w bliskim związku z drugą osobą – czy to będzie matka, czy ciotka, czy przyjaciel. Żeby umieć zbudować i utrzymać bliski związek. A reszta… (profesor macha ręką).
- Czy Pan kiedyś myślał, że będzie profesorem?
Urodziłem się we Lwowie, ale nie wiedziałem o tym, dopóki nie zacząłem myśleć. I jak każdy mały chłopiec chciałem być strażakiem. Na tydzień przed egzaminami na studia zastanawialiśmy się z kolegą w Łodzi, na co chcemy zdawać.  A był to rok 1957, tuż po odwilży. Kolega mówi, no to złóżmy na dziennikarstwo . Ale chwała Bogu wybito to nam z głowy!
-….niestety mi tego nikt nie zdołał  wybić! – wtrącam i śmiejemy się razem z profesorem.
Miałem 17 lat, kiedy zacząłem w Łodzi  medycynę, a 23 – kiedy skończyłem. Od trzeciego roku studiów grałem w teatrze studenckim  o nazwie „Cytryna”, złożonym tylko ze studentów medycyny. Nocami mieliśmy  próby, a rano zasypialiśmy na zajęciach.  Zostałem jednak przy medycynie, ale po wielu latach w opinii z pracy mój ostatni szef napisał, że mógłbym też być …aktorem.  Potem w klinice organizowaliśmy co roku szopki. Także to aktorstwo przydało mi się w życiu. Na szczęście, ja nie jestem introwertykiem, mam względnie łatwy kontakt z ludźmi, co jest bardzo ważne dla lekarza. Niestety, studentów nie uczy się kontaktów z pacjentami i dlatego dochodzi do nieporozumień, szczególnie jeśli trafi się na mrukliwego doktora. Empatii nie uczy się w czasie studiów, albo ktoś ją ma, albo – nie. A jeśli i nie ma empatii, to też może być dobrym lekarzem, ale lepiej wtedy, żeby został naukowcem i pracował w laboratorium, a nie z pacjentem.
-Dlaczego wybrał Pan specjalizację w zakresie  neurochirurgii?
To kolejny przypadek w moim życiu. W trakcie studiów zafascynował mnie wykład o neurochirurgi, a może bardziej sama osobowość wykładowcy, który był inny, oryginalny. W międzyczasie miałem pierwszą miłość, która specjalizowała się w psychiatrii, więc przez chwilę myślałem, że zostanę też psychiatrą, ale skończyło się na neurochirurgii.
-Czy planował Pan kiedyś wyjazd na stałe zagranicę ?
To był kolejny przypadek w moim życiu. Mój szef w Łodzi załatwił mi stypendium do Francji, gdzie byłem akurat w czasie słynnej rewolty studenckiej w 68. Zrobiłem doktorat, a za rok udało mi się wyjechać na wakacje do Wielkiej Brytanii i już nie wróciłem. Czyli cały czas jestem na wakacjach.
-Jak trafił Pan do Niemiec?
W Anglii byłem już z rodziną, więc miałem odpowiedzialność za nią. Napisałem podanie o pracę do RPA, Szwecji i Niemiec. Zaprosili mnie do Giessen. Tam zrobiłem habilitację, apotem starałem się o posadę w Berlinie.  Mój wyjazd nastąpił z powodów zawodowych. Chciałem się rozwijać i ani jednego dnia za granicą nie byłem bez pracy. Nikt mnie z Polski ani nie wyrzucał, ani przeszkadzał.
-Jak dał Pan sobie radę ze znajomością języka ?
Moja mama była z pochodzenia Niemką. U nas w domu mówiło się po polsku, ale jak byłem niegrzeczny, to mama krzyczała na mnie po niemiecku i to mi się bardzo przydało potem. Jako                  4-letnie dziecko bawiłem się we Lwowie po niemiecku. Potem miałem nawet problemy w Łodzi, bo dzieci na podwórku przezywały mnie Hitler. Za to w liceum  nauczycielka od niemieckiego bała się mojej mamy i miałem dobre stopnie. Nigdy tego niemieckiego się nie uczyłem. Czasem robiłem i robię błędy językowe, czasem mylę rodzajniki …i „niech se je robię dalej’ (profesor wzrusza ramionami, uśmiechając się przekornie). Moja córka, urodzona w Anglii, mówi po niemiecku bez akcentu. Natomiast  żona jest prawnikiem z zawodu, a dla prawnika język to podstawa, więc niestety musiała zrezygnować z zawodu.
-Po czym poznać dobrego lekarza ?
Nie da się tak od razu go rozpoznać. Może to być straszny typ i pytać pacjenta na dzień dobry: „Czego tu pani chce?” Dla pacjenta jest ważne, żeby lekarz miał z nim dobry kontakt, był współczujący, żeby go wysłuchał. Pacjent coś takiego lubi i potrzebuje, ale czasem taki „miły lekarz” może być kompletną „nogą” lekarską. Czasem nawet moja żona prosi, jak ją coś boli – poleć mi dobrego lekarza, a ja nie wiem, co jej odpowiedzieć. Lekarz, który nawiązuje kontakt z pacjentem, jest psychoterapeutycznie dobry. W przypadku chirurga ważne są zdolności manualne oraz szybkość podejmowania decyzji.
-Moje pierwsze spotkanie z Panem odbyło się przy konsultacji w sprawie operacji guza mózgu mojej 25-letniej przyjaciółki.  Obejrzał  Pan zdjęcia tomografii komputerowej, a potem spokojnie wytłumaczył – tu wejdę, tu zamknę, tu wyjdę i koniec operacji. Byłam całkowicie zaskoczona pewnością, z jaką Pan opisywał operację mózgu – jakby było to lżejsze od wyrywania zęba.  
Ludzie chcą gwarancji , a ja tego im nie dać nie mogę. Lekarz powinien powiedzieć pacjentowi to, co uważa za słuszne, ale też dodać, że inny lekarz może mieć inną opinie. W trudnych przypadkach proszę o konsultacje kolegów, szczególnie w przypadku schorzen kręgosłupa, gdzie leczy się ból jako jedyny objaw.  Pacjenci pytają: „Muss operiert werden?” ( tłum: Czy trzeba operować?) A ja odpowiadam: „Nein, es kann oder es sollte” ( tłum: Nie trzeba, ale można albo powinno się ). Trwa debata teraz, że operuje się za dużo. Niestety, następuje przeniesienie wielu paramwtrow przemyslowych do medycyny. Dlatego, jeżeli kierownictwo szpitala stwierdzi w danym roku, że było mniej operacji, to wszyscy zaczynają operować więcej, żeby nie zamykać oddziałów i uniknąć zwolnień. Nie da się w medycynie dostosować ilości zabiegów do ilości personelu. Podobnie z nauczycielami – kiedyś było ich podobno za dużo, ale to nieprawda , bo im więcej nauczycieli, tym lepiej wykształcone społeczeństwo.
- Czy się rożni  lekarz polski od niemieckiego? Polacy od Niemców?
Nie powiem,  żeby się różnili. Raczej rożni się w Polsce lekarz w państwowej służbie zdrowia od lekarza, prowadzącego własną praktykę. Mam wrażenie, że pacjent w Niemczech mniej jest lekceważony niż w Polsce. Dwa albo trzy razy do roku jeżdżę na konferencje do Polski.  Kiedy przyjechałem do Niemiec, w 1972 roku  to było  tu 220 neurochirurgów i wszyscy się dobrze znali.  W tej chwili jest ich 1500 i nikt się nie zna. Nie ma powodu, żeby polskich lekarzy uważano za słabiej wykształconych niż lekarzy zachodnich. Tutaj  jest o wiele więcej pieniędzy na opiekę zdrowotną. Obiektywne wskaźniki stanu zdrowia społeczeństwa w Polsce są gorsze z powodu braków finansowych.   Koldzy którzy wyjechali naleza do zyciowo aktywnych   alke  było podwójnie trudno, bo zmieniając miejsce pracy  schodzi się o stopień niżej w karierze zawodowej.
- Kim Pan jest ?
Jan Zierski, urodzony we Lwowie, mieszkający w Niemczech. Trudno powiedzieć. Moim językiem jest polski. To jest język, którym najlepiej władam, w którym czytam, w którym się wychowałam. To jest mój język ojczysty.
- Co to jest narodowość ?
Przypadek zrządził, że człowiek urodził się np. w Brazylii. Narodowość  jest tam, gdzie się wychował, co mu dał dom rodzinny.  Kwestia narodowości będzie coraz mniej istotna. Liczy się miejsce, do którego człowiek czuje się przywiązany. Czy narodowość  tak naprawdę jest ważna? Ludzie, którzy nie potrafią zaadoptować się w obcym kraju, lądują w swoim narodowym getcie. Źle się czują. Są przecież Polacy w Berlinie, którzy nie znają niemieckiego, nie czytają niemieckich gazet, więc nie mogą mieć pretensji, że nie jest im tak dobrze, jak innym.
- Czy Włosi mają  swoją „Italię” za granicą ? W Ameryce są oni po prostu Amerykanami! Można mieć korzenie, można czuć się związanym z tym krajem, można go lubić. Moi dziadkowie byli mordowani z jednej strony przez Niemców, a z drugiej – przez Rosjan. Trzeba mieć ciągłość historyczną. Moja córka mówi po polsku z akcentem niemieckim. Czuje się „angesprochen” jeśli mówi sie do niej po polsku i o Polsce, ale jest zupełnie zintegrowana z Niemcami i z innymi obcokrajowcami. To wszystko się już teraz rozpływa.
- Czym jest życie widziane z perspektywy doświadczonego człowieka i neurochirurga?
Człowiek śpi, oddycha, serce pracuje. Stara się wiedzieć, do czego chce dążyć, nie zawsze się to udaje. Ważne jest coś zostawić po sobie, ale z drugiej strony o ludziach, którzy umarli, szybko się zapomina. Trzeba się starać  zrobić, to co jest nam dane w tych kilkudziesięciu latach, wykonać jak najlepiej. Więcej nie możemy. Wszystko jest przypadkiem, i to że ktoś zdobywa pozycję wyższą niż inni i jest czasem też przypadek oparty na pracowitości.  Przez przypadek przyszliśmy na świat. Przez przypadek odchodzimy. Po chorobie należy żyć tak, jakby jej nie było. To, że ktoś jest sławny to też przypadek. Tak naprawdę to inni robią z nas „sławnych”. Teraz jest moda, że wiele sław opisuje swoje przeżycia podczas choroby, ale takie same problemy mają przecież tysiące innych osób, o których nikt nie pisze.
rozmawiała Agata Lewandowski